Dojechaliśmy na camper park w Drohiczynie późnym wieczorem. Było już ciemno, choć słupek do podłączenia prądu był jasno oświetlony. Mogliśmy więc skorzystać. Wody mieliśmy tyle, że starczyło na wieczorne mycie. Uruchomiliśmy ogrzewanie, bo noce bywają zimne i poszliśmy spać. Cisza, spokój. Spaliśmy dobrze i długo. To znaczy do czasu aż Rami, nasz pies, nie zaczął domagać się spaceru. Poranek przywitał nas mgłą i rześkim powietrzem. Na wschodzie Polski jednak klimat jest nieco bardziej surowy niż w Warszawie. Nie jest to oczywiście żadna przeszkoda, wystarczy cieplejszy sweter czy kurtka.
Zwiedzanie Podlasia jest przy okazji niezrównaną podróżą kulinarną. Warto spróbować potrawy, która nazywa się zaguby. To typowo drohiczyński przysmak.
Camper park w Drohiczynie zlokalizowany jest tuż obok rzeki. Bug w tym miejscu malowniczo zakręca. A nad nim wznosi się góra zamkowa z majestatycznymi budowlami. Wygląda to oszałamiająco, szczególnie rano, kiedy nikogo nie ma. Nic nie zakłóca tej wszechogarniającej ciszy. Podobno wczesną wiosną jest jeszcze bardziej niesamowicie bo gdy pęka kra i rzeka zaczyna płynąć to brzmi to jak wystrzały z armat. Pewnie wtedy gorzej się śpi, bo sen jest przerywany przez odgłosy znad rzeki.
Idziemy na punkt widokowy na Górę Zamkową. Można tam wejść po schodkach. Pies jest wniebowzięty. My mniej. Bo chyba niewielu ludzi lubi przed śniadaniem się wspinać. Choć trzeba przyznać, że warto, bo z najwyższego miejsca widok jest naprawdę piękny. Jeśli pójdzie się ścieżką wzdłuż Bugu, to można dojść do platformy widokowej, z której widać lepiej meandrującą rzekę i całą historyczną część miasta. Drohiczyn to dawna stolica Podlasia. Miasteczko, w którym spotykały się różne kultury. Miejsce, które udowadniało, że w Rzeczpospolitej współistnieją różne wyznania. Bo przecież jest i cerkiew prawosławna, zakony Franciszkanów i Jezuitów, Benedyktynek. A ludność żydowska przed II wojną światową stanowiła znaczy procent mieszkańców. Do dziś widać to spacerując po ryneczku i głównymi ulicami miasta. Choć nie ma co ukrywać, poza imponującymi budynkami sakralnymi, piękna architektonicznego po wojnie Drohiczyn już nie odzyskał. A że był pięknym miejscem to widać w muzeum regionalnym. Jeśli lubicie zwiedzać to weekendowy pobyt nie będzie się dłużył.


oprócz spacerowania wzdłuż Bugu można zwiedzić muzeum diecezjalne, park historyczno-kulturowy, multimedialne nowoczesne centrum edukacji ekologicznej Puszczyk i coś co szczególnie zachwyci męską część zwiedzających – stałą wystawę zabytkowych motocykli. Jeśli interesujecie się motoryzacją, to tam można obejrzeć wszystkie motocykle obecne na polskich drogach w okresie powojennym. Mocarne Junaki, nowoczesne w stylizacji Gazele, WSKI zwane „wiejskim sprzętem kaskaderskim” z racji zawieszenia umożliwiającego jazdę po drogach słabej jakości, czeskie Jawy i „Cezetki”, niemieckie „Emzetki”, a także maszyny dla młodszych entuzjastów moto wrażeń, czyli polskie Komary czy niemieckie Simpsony. Pobyt w Drohiczynie może być dla 50-latków swoistą wycieczką sentymentalną do czasów młodości. A przy okazji niezrównaną podróżą kulinarną. Bo przecież po zwiedzaniu każdy człowiek na pewno zgłodnieje.

Kuchnia Podlasia, ma do zaoferowania naprawdę dużo. Wystarczy wspomnieć o kartaczach lub babce ziemniaczanej, które dostaniemy wybornej jakości zarówno w Drohiczynie jak i w niedalekich Siemiatyczach. Lecz oprócz tych znanych powszechnie przysmaków warto spróbować potrawy, która nazywa się zaguby. To typowo drohiczyński przysmak. Coś w rodzaju zawijasów, takiej rolady z ciasta pierogowego z farszem, najczęściej ziemniaczanym. Kuchnia Podlasia jest prosta. A co za tym idzie tania. Dlatego nawet podróżując camperem warto zrezygnować z samodzielnie przygotowanego obiadu w samochodzie i wybrać się na lokalne jadło. Skoro nie płacimy za miejsce na camper parku, czyli parkowanie samochodu na weekend jest darmowe, to można zaoszczędzone pieniądze wydać na smaczne jedzenie.
Nie tylko Drohiczyn, ale także okolice to malownicza kraina. Warto przejechać się wzdłuż Bugu. My mamy ze sobą rowery. I często z nich korzystamy. Lecz jeśli nawet nie rowerem to samochodem też będzie dobrze. Można od czasu do czasu zatrzymać się na poboczu z widokiem na niesamowitą rzekę, jaką jest Bug w tym rejonie. Rozlewiska czy zakręty tworzą niepowtarzalny klimat. A poza tym w czasie wędrówki zauważycie z pewnością, że od czasu do czasu pojawiają się betonowe budowle. To ruiny bunkrów linii Mołotowa. Są blisko głównych dróg, więc jak ktoś lubi militaria i chce przypomnieć sobie scenerie z „Czterech Pancernych i Psa” to będzie zachwycony. Nasz pies z lubością zaglądał do ruin. Ale chyba nie dlatego, że wyczuwał Szarika.
Można pójść też do kina Daniel, które swoją nazwę wzięło od mieszkającego tu w dzieciństwie i debiutującego jako aktor w lokalnym kościele – Daniela Olbrychskiego.
A propos produkcji filmowych, to uroki Drohiczyna i okolic zachwycają wielu twórców. Można je podziwiać w wielu polskich serialach i filmach. Pamiętacie „Nad Niemnem”? To tak naprawdę nad Bugiem. „Panny z Wilka”, „Sanatorium pod klepsydrą” czy „Kronika wypadków miłosnych” uzupełniają filmografię nadbużańską. Nawet niekiedy „Ojciec Mateusz” bywał w okolicach Drohiczyna, a nie tylko w Sandomierzu. Do którego notabene także Was kiedyś zabierzemy.


Dodaj komentarz